Ranek jak ranek. Oczy otwieram sobie za dziesięć minut siódma, chwile zwlekam z wstaniem. Ociężałymi krokami schodzę z łóżka. Jak zwykle nim wykonam jakąkolwiek czynność typową dla poranków, mam zamiar sprawdzić co przez noc wydarzyło się w świecie.
Naciskam “power” i nic. Po raz kolejny i znów nic. I oto nastał czas grozy, czarne myśli przeszyły moją głowę… myślę “co jest ?!” lub w wersji rodem z kiepskiego filmu “łot de k**** f*** ?!”. Zdarzało mu się z rana z niewiadomych przyczyn manifestować swoją niechęć wobec pobudki do pracy, no ale żeby całkowity brak reakcji na bodźce zewnętrzne ?. No tak… dzisiaj czwartek, ostatnim czasie niezbyt szczęśliwy dla mnie dzień.
Wziąwszy głęboki oddech poszedłem wykonać czynności incjalizujące dzień, a w tym zrobić herbatę. Podczas jej picia snułem diagnozy. Myślę że moja mina wyraźnie sugerowała otoczeniu by mi nie przeszkadzać. No ale moje rozmyślania skończyły się wraz z herbatą, oznajmiało to że trzeba już wychodzić.
Po powrocie, odrazu zabrałem się za szukanie buga. Podczas mej nieobecności starałem się nie myśleć o anomalii. Po pewnym czasie wreszcie się udało! Sprawdzając tysiąc pięćset sto dziewięćset hipotez nie wiem jak, ale naprawiłem! Ale ulga…
Nastają ciężkie chwile grozy gdy sprzęt siada.

0 Odpowiedzi do “Ciężki czas grozy.”